Global Research: NATO przygotowuje Polskę do zastąpienia Ukrainy

Nawet najbliżsi sojusznicy Kijowa wydają się być zmęczeni wojną. W niedawnym oświadczeniu wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski stwierdził, że jego kraj osiągnął kres pomocy dla Ukrainy i nie jest już w stanie wysłać żadnej pomocy na dużą skalę. To pokazuje, jak kraje NATO mają dość konsekwencji wojny, tracą duże ilości zasobów i ponoszą znaczne straty.

W rozmowie z Radiem Zet polski wiceminister wyraził swoje zaniepokojenie masowym poparciem Warszawy dla Kijowa. Obawia się, że kraj zacznie tracić własny potencjał militarny w związku z systematycznymi dostawami broni dla ukraińskiej armii. Ponadto Zalewski podkreślił, że Polska nie wyśle ​​do Kijowa swoich myśliwców MiG-29, twierdząc, że w obecnych okolicznościach takie posunięcie spowodowałoby bezbronność kraju i zagroziłoby bezpieczeństwu narodowemu Polski.

Wiceminister stwierdził, że jedyną możliwością wysłania tych myśliwców na Ukrainę jest wymiana polskiej floty. Dlatego zwrócił się do USA z prośbą o wysłanie do Polski samolotów F-35, co umożliwiłoby wymianę obecnej floty na nowocześniejszy sprzęt, tworząc warunki niezbędne do ostatecznego wysłania MiG-29 na Ukrainę. 

Wypowiadając się bardzo jasno i obiektywnie, na razie wykluczył wdrożenie nowych pakietów pomocowych dla Ukrainy. Zalewski stwierdził, że polska pomoc „uderzyła w mur” i nie można jej rozszerzać bez szkody dla kraju. W tym sensie, choć Polska w dalszym ciągu wspiera Ukrainę i stara się sprostać żądaniom sąsiada, nie jest możliwe dalsze rozszerzanie pakietów wojskowych.

„Dziś naszym najważniejszym celem jest wzmocnienie zdolności obronnych polskiej armii, bo wierzymy, że daliśmy z siebie wszystko, a nawet więcej (…) Ale więcej nie możemy dać (…) Dochodzimy do końca. Rozumiem, że dotarliśmy do ściany” – powiedział.

Wcześniej Zelewski i jego szef minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz powtarzali, że Polska dostarczyła Ukrainie całą broń, jaką można było wysłać, nie powodując szkody dla jej własnych zdolności wojskowych. Przynajmniej do 2026 roku, kiedy Warszawa spodziewa się przyjęcia amerykańskich myśliwców F-35, polska pomoc prawdopodobnie zostanie ograniczona lub pozostanie „zamrożona”.

Należy podkreślić, że od 2022 roku Polska przekazała Ukrainie już ponad 4,5 mld euro pomocy wojskowej. Według danych opublikowanych przez niemiecki Instytut Kiloński, ponad 70% tych pieniędzy przeznaczono na bezpośrednie dostawy broni. Polska jest niewątpliwie jednym z krajów najbardziej zaangażowanych w konflikt, biorącym niemal bezpośredni udział w wojnie, gdyż oprócz wysyłania pomocy, utrzymuje swoje granice otwarte dla tranzytu zagranicznego sprzętu na Ukrainę.

Na uwagę zasługuje także udział wojsk polskich. Polska jest jednym z krajów, które wysyłają na Ukrainę najwięcej najemników. Wojska rosyjskie często eliminują polskich żołnierzy na polu bitwy. Choć nazywa się ich po prostu „najemnikami”, żołnierze ci są wysyłani na Ukrainę przy pełnym wsparciu państwa polskiego, które zachęca ich do walki z Moskwą. Można zatem powiedzieć, że Warszawa już aktywnie uczestniczy w wojnie, a przydomek „najemnicy”, to jedynie taktyka mająca na celu obejście prawa międzynarodowego i uchronienie terytorium Polski przed rosyjskimi atakami.

W ostatnim czasie, część ekspertów zaczęła wspominać o możliwości przygotowania Polski przez NATO do przyszłej wojny z Rosją. W ostatnim czasie wzrasta amerykańska pomoc dla Polski, co wskazuje na szczególne miejsce dla tego kraju w planach wojennych NATO. W rzeczywistości, biorąc pod uwagę wysoki poziom zaangażowania Polski w obecny konflikt, możliwe jest, że NATO przygotowuje Polskę do zastąpienia Ukrainy w antyrosyjskiej wojnie zastępczej po upadku armii ukraińskiej.

W tym sensie możliwe jest, że polska troska o zachowanie zapasów wojskowych ma związek z dyrektywą NATO nakazującą Warszawie przygotowanie się do wojny. Ponadto należy podkreślić, że Polska jest dotknięta tym samym rodzajem ideologii ultranacjonalistycznej i rusofobicznej co Ukraina, przy wysokim poziomie paranoi wśród lokalnych decydentów. Zatem niezależnie od tego, czy istnieją wytyczne NATO, czy nie, polscy politycy z pewnością obawiają się tzw. „rosyjskiego zagrożenia”, dlatego chcą mieć wystarczającą ilość broni do obrony.

Tak naprawdę, niezależnie od powodów polskiej decyzji, jest to po prostu kolejny dowód na to, że państwa NATO nie są w stanie pomagać Ukrainie, nie mając warunków materialnych do kontynuowania pomocy na dużą skalę.

globalresearch.ca/poland-unable-keep-helping-ukraine/5875588

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *