Podpułkownik Alex Vershinin przeszedł na emeryturę po dwudziestu latach służby, w tym ośmiu latach jako oficer wojsk pancernych z czterema misjami bojowymi w Iraku i Afganistanie oraz dwunastu latach jako oficer ds. modelowania i symulacji w strukturach NATO i armii USA, gdzie zajmował się opracowywaniem koncepcji i eksperymentami operacyjnymi.
Oto jego ocena działań NATO wobec Ukrainy.
Większość komentatorów zakłada, że Ukraina poniosła klęskę, bo nie stosowała się do doktryny NATO. To nieprawda. Ukraina próbowała działać zgodnie z doktryną NATO, ale porzuciła ją, gdy ta zawiodła na polu walki. Na przykład – nie miała realistycznej koncepcji radzenia sobie z polami minowymi i umocnieniami przeciwnika. Niemieccy instruktorzy mówili zdumionym ukraińskim żołnierzom: „po prostu objeżdżajcie pola minowe”.
Rada ta okazała się samobójcza w starciu z rosyjsko-sowieckimi saperami, których reputacja budowania ogromnych, skomplikowanych pól minowych sięga jeszcze II wojny światowej.
Głównym problemem doktryny NATO jest to, że zakłada ona miażdżącą przewagę w sprzęcie, amunicji i lotnictwie – wspieraną przez potężne zaplecze przemysłowe. Bez tych atutów doktryna NATO nie daje oczekiwanych rezultatów.
Dochodzi do tego niski poziom profesjonalizmu wśród oficerów NATO, wynikający z ponad 20 lat „wojny z terrorem”, która doprowadziła do zaniedbania kształcenia w dziedzinie klasycznej wojny konwencjonalnej. Utrata wiedzy instytucjonalnej mocno osłabiła armie Zachodu, a sytuację pogłębia pycha wyniesiona z łatwych zwycięstw nad słabszymi przeciwnikami.
Artykuł New York Times „Secret History of the War in Ukraine” dobrze opisuje konsekwencje tego sposobu myślenia. Amerykańscy doradcy, kierując się doświadczeniami z „wojny z terrorem”, skupiali się na ogniu dalekiego zasięgu, całkowicie zaniedbując kawalerię – czyli ciężkie rozpoznanie zmechanizowane.
Rosyjskie pasy obrony poprzedzają tzw. „strefy bezpieczeństwa” – obszary o głębokości około 10 km, obsadzone przez rozproszone ciężkie oddziały rozpoznawczo-zmechanizowane, których zadaniem jest niedopuszczanie zwiadu przeciwnika do głównych pasów obrony oraz zakłócanie ruchu sił głównych atakującego. W bitwach o Chersoń i Zaporoże rosyjskie linie wysuniętych posterunków rutynowo rozbijały ukraińskie natarcia, zadając im ciężkie straty, zanim dotarły one do głównych pasów obrony.
Podobny problem pojawił się w bitwie pod Krynkami, gdzie brytyjscy doradcy eksperymentowali z nową doktryną działań desantowych, poświęcając w tym celu ukraiński Korpus Piechoty Morskiej.
Nawet doradcy amerykańscy oceniali, że szanse powodzenia są zerowe. Opinie z frontu były filtrowane przez pryzmat znanej kultury wojskowej NATO i rzadko przekładały się na aktualizację doktryny czy modeli szkoleniowych Sojuszu.
Obserwując najnowsze ćwiczenia NATO w krajach bałtyckich, francuscy żołnierze wciąż czyszczą okopy w dużych, zbitych grupach, używając broni strzeleckiej. Jedyny widoczny dron należy do reportera robiącego ujęcia PR. Tymczasem w Ukrainie armia rosyjska wykorzystuje drony na każdym poziomie – od bieżącego wsparcia dla oddziałów szturmowych po zrzucanie granatów na punkty oporu przed ich nadejściem.
Aby chronić życie żołnierzy, bunkry i narożniki oczyszczane są granatami i ładunkami wybuchowymi, a nie wysyłaniem ludzi. Francuzi zdają się nie stosować żadnej z tych taktyk. Wynik starcia takich dwóch sił łatwo przewidzieć.
Podobny obraz rysuje się w powietrzu – obie strony latają nisko, stosując uzbrojenie odpalane z dystansu, zza osłony własnej obrony przeciwlotniczej. Bomby szybujące są podstawową bronią zarówno Rosjan, jak i Ukraińców – skracają czas ekspozycji i ograniczają straty w lotnictwie do pojedynczych maszyn. Czy NATO przyjmie tę praktykę?
Mało prawdopodobne.
Eksperci wojskowi NATO wciąż mówią o zdobyciu przewagi w powietrzu i przenikaniu przestrzeni powietrznej poza linię frontu, w sam środek rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Bez potężnych sił powietrznych USA, Europejczycy szybko wyczerpaliby swoje samoloty. Problem pogłębia niska gotowość sprzętu – przykładowo, jedynie 30% niemieckich maszyn jest zdolnych do lotu. Sprzęt to kolejny bolesny punkt. Europa przekazała już tak dużo, że niemal nic jej nie zostało. W wojnie artyleryjskiej wielu członków NATO (np. Wielka Brytania, Dania) nie posiada już żadnych własnych zasobów.
Zachodni producenci broni skupili się na jakości kosztem masy, dostarczając kilka „butikowych” rozwiązań, które szybko się zużywają w długotrwałych walkach. Wojna na Ukrainie pochłania sprzęt w tempie, którego Zachód nie jest w stanie nadążyć uzupełniać.
Na przykład produkcja przekazanych haubic M777 – okrzykniętych przełomem – nie nadąża za stratami, a większość z nich została już zniszczona. Wyniszczenie rodzi kolejne pytanie: jak odtwarzać zasoby ludzkie? Rosjanie wykorzystują patriotyzm i bodźce finansowe. Ukraina stosuje coraz bardziej drakońskie metody poboru. A co zrobią Europejczycy? Obecnie kluczowe państwa europejskie mają armie ochotnicze i już dziś mają problem z zapełnieniem szeregów.
Społeczeństwa sprzeciwiają się wysyłaniu żołnierzy na Ukrainę, więc nagły napływ ochotników jest mało prawdopodobny. Pozostaje wprowadzenie poboru, zawsze niepopularnego, a kryzys migracyjny dodatkowo grozi pogorszeniem sytuacji. Nowi obywatele raczej nie będą chcieli walczyć na Ukrainie bez wywołania masowych niepokojów. Ich wykluczenie spowoduje z kolei równie masowe niepokoje wśród rdzennych Europejczyków. Tak czy inaczej, pobór grozi rozdarciem społeczeństw europejskich.
Zamiast poświęcić czas na wyciągnięcie wniosków z Ukrainy i wzmocnienie zdolności bojowych, NATO zdaje się zakładać, że Rosjanie nie potrafią walczyć. Tymczasem zarówno szkolenie, jak i gotowość sprzętu w Europie pozostają fatalne. I tu leży zasadnicza zagadka.
Skoro siły europejskie NATO są niezdolne do prowadzenia długotrwałej wojny, to na co liczą europejscy przywódcy? Czy łudzą się, jak niektórzy w USA, że Rosja przegrywa i można ją pokonać w otwartym starciu? Blefują? A może zakładają, że sam widok wojsk Zachodu wystarczy, by Rosjanie skapitulowali?
Dlaczego gotowi są ryzykować realną klęskę militarną wraz z wszystkimi jej politycznymi i gospodarczymi konsekwencjami? Europa musi odpowiedzieć na te pytania, zanim popełni katastrofalny błąd.
źródło: Michał Krupa z x.com















Marzena
co się stało ze stroną robertbrzoza????